Lokalne lodowisko miało być tanią zimową atrakcją dla mieszkańców, a stało się zarzewiem gorącego sporu o publiczne pieniądze. Podczas obrad Rady Miejskiej radny Paweł Drwalewski ujawnił twarde dane finansowe i szokującą lukę w statystykach. Jak to możliwe, że oficjalna frekwencja nagle runęła z 18 tysięcy do niespełna 7,7 tysiąca osób, a prywatny operator inkasuje dziesiątki tysięcy złotych zysku, podczas gdy samorząd opłaca duże rachunki za prąd?
Bilans w pigułce: Liczby nie kłamią
- 7 700 osób – tyle wejść zanotowano w ostatnim sezonie po wprowadzeniu twardego wymogu ewidencji.
- 18 000 osób – taką liczbą wykonawca chwalił się we wcześniejszych sprawozdaniach.
- 165 000 zł brutto – przychód prywatnego operatora ze sprzedaży biletów w zaledwie 3 miesiące.
- 76 000 zł – szacowany dochód firmy na czysto (przed kosztami pracowniczymi).
- 37 000 zł – stały ryczałt wypłacany firmie z kasy miasta za montaż i demontaż infrastruktury.
- 80 000 – 96 000 zł –to całkowity koszt ponoszony przez miasto w sezonie na funkcjonowanie lodowiska (gdzie kluczową i najbardziej zmienną pozycją są opłaty za prąd)

Zagadka 10 tysięcy łyżwiarzy
Sprawa wyszła na jaw podczas analizy rocznego sprawozdania z działalności Centrum Sportu i Rekreacji „Wodnik”. W ubiegłych latach radni głosowali nad środkami na obiekt, opierając się na deklaracjach o 18 tysiącach wejść rocznie. To właśnie gigantyczna popularność ślizgawki była koronnym argumentem za pompowaniem publicznych pieniędzy w obecny model.
Pod presją rady w ostatniej umowie wprowadzono jednak wymóg skrupulatnej ewidencji. Wynik kontroli wywołał konsternację: z lodowiska skorzystało zaledwie 7,7 tysiąca osób. Gdzie podziało się ponad 10 tysięcy użytkowników?
– Jeżeli formuła się sprawdza, to skąd tak mocny spadek frekwencji? Albo rok temu wykonawca, brzydko mówiąc, wprowadził nas w błąd i mieliśmy nierzetelne informacje, podejmując decyzję o skierowaniu środków publicznych na ten cel… Stawiam to pytanie publicznie – grzmiał na sesji radny Paweł Drwalewski.
Prywatny zysk, publiczne koszty
Wątpliwości budzi przede wszystkim podział finansowego ryzyka. W ciągu zaledwie jednego kwartału prywatna firma zebrała z biletów 165 tys. zł brutto. Przy deklarowanych kosztach na poziomie 89 tys. zł, czysty dochód operatora wyniósł około 76 tys. zł.
Do kieszeni przedsiębiorcy trafia dodatkowo 37 tys. zł z budżetu miasta za samo rozłożenie band i mat mrożących. Co w tym czasie robi samorząd? Pokrywa najbardziej kosztowną część całego przedsięwzięcia – rachunki za prąd niezbędny do mrożenia tafli.
Dyrekcja CSiR odpiera zarzuty
Dyrektor CSiR „Wodnik” Mariusz Lewandowski przekonuje, że zlecenie zadania zewnętrznemu podmiotowi to wciąż najwygodniejsze i optymalne rozwiązanie organizacyjne dla jednostki.
– Nadal twierdzę, że ta formuła jest dobra. Oczywiście przedsiębiorca zarabia, no bo jakby nie zarabiał, to by w ogóle się nie zgłosił. My musielibyśmy zatrudnić pracowników specjalnie na tę okazję, co nie jest proste – znaleźć ludzi pracowitych, którzy szukają pracy tylko na trzy czy cztery miesiące – tłumaczył dyrektor Lewandowski.
Szef ośrodka podkreślił, że wejście w grupę zakupową energii pozwoliło zbić koszty prądu, a testowany w analizach wariant lodowiska syntetycznego z tworzywa sztucznego został odrzucony ze względu na fatalne opinie samych łyżwiarzy.
Liczy się każda złotówka
Dla lokalnych samorządowców argument o wygodzie to za mało. W realiach zaciskania pasa, cięć dotacji dla klubów sportowych i planowanych podwyżek lokalnych podatków, dopłacanie niemal 120 tysięcy złotych (ryczałt plus prąd) do trzymiesięcznej atrakcji budzi zrozumiały sprzeciw.
– Mówimy o 70–80 tysiącach złotych za trzy miesiące utrzymania lodowiska, z którego skorzystało 7,7 tysiąca osób. Mamy jasny obraz, jakie koszty dokładamy z budżetu – wyliczał radny Grzegorz Tomczak, przypominając, że kluby młodzieżowe muszą walczyć o każdą symboliczną złotówkę na wynajem sal i boisk.
Czy Ozorków stać na to, by oddawać zyski z biletów prywatnej firmie, samemu płacąc za prąd? Czy CSiR „Wodnik” powinien przejąć obiekt, a wypracowane 70 tysięcy złotych skierować na wsparcie lokalnej młodzieży?
Co sądzicie o takim modelu finansowania lodowiska? Czy miasto powinno zerwać obecną umowę? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach!